Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 972 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Herbaciane urojenia i światełko w tunelu.

czwartek, 30 sierpnia 2012 16:51

Jest nadzieja! Wczoraj faktycznie zadzwonili, dość miłę zaskoczenie. Myslałam, że tylko mnie zbywali. Okazało się, że oprócz mnie jeszcze 3 inne osoby zostały wyrolowane. Dyrektor natłumaczył się, co on to nei robi, żeby znaleźć sale lekcyjne dla takiej grupy (w tej szkole klasy językowe mają po 16 miejsc). Powiedział, że jeszcze tylko środa i klasa DSD moze zaczynać w odpowiadającym tym 4-em oszukanym osobom składzie. Od razu mi się lepiej zrobiło...

Tak, czy inaczej do fryzjera poszłam. Zakład nazywa się "Rózowa Kamienica". Wyjątkowo przyjemne miejsce. Oprócz fryzjera mieści się tam kilka sklepów z drobiazgami, bajeczna kawiarenka, obuwniczy, odzieżowy i kancelarnia prawnicza. Kto był w Wieliczce, na pewni zwrócił uwagę.

Dobra, odbeigam od tematu... W każdym razie ścięłam jakieś 15 cm. Chciałam zapuszczać, ale na moje żałosne końcówki aż przykro było patrzeć. Muszę przyznać, że tak jest o wiele wygodniej. Nienajgorzej to też wygląda.

 
Witam!

Wypiłam herbatkę. Generalnie jestem od niej uzależniona... Mieszam różne gatunki, dodatki, zawsze to ciekawiej. Jestem zmęczona całym tym badziewiem wokół mnie. Pomysleć, że to jeszcze wakacje. Nie mamy na to wpływu, niestety, a jedyne, co możemy zrobić, to udawać, że mamy to gdzieś, jesteśmy tylko szczęśliwymi błękitnymi hasaczami patatającymi po tęczy...

Dziś wymodziłam coś ciekawego, zachęcam do spróbowania.

Oto składniki:
1/2 łyżeczka czarnej herbaty
1/2 łyżeczka zielonej herbaty
3-4 listki świeżej mięty.
Ucieracie wszystko razem i parzycie ok 10 minut. Jeśli nie macie świeżej mięty, użyjcie herbaty miętowej, mniej więcej szczyptę.

P.S. Zastanawiam się, czy nie wrzucić jakiegoś filmiku. Mam kilka ciekawych rzeczy ręcznej roboty, które chciałabym Wam pokazać. Co Wy na to? :)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Problemy, problemy, problemy...

wtorek, 28 sierpnia 2012 22:42

Cóż... Było za pięknie, żeby to wszystko mogło trwać długo. Pojechałam dziś po mundurki do nowej szkoły i z ciekawosci po raz kolejny sprawdziłam listę przyjętych. I co ja widzę? Przerzucili mnie z klasy DSD na rozszeżony angielski, co mnie w żaden sposób nie urządza.

Poszłam sprawę wyjaśnić. Okazało się, że coś im się posypało w systemie i przydzieliło mnie nie tam gdzie trzeba. Jakim cudem, skoro wsześneij byłąm zapisana do DSD i tam mnie system przydzielił? Co ja się natłumaczyłam, jakich argumentów nie urzyłam - grochem o ścianę. Ciągle tylko "Zobaczymy, co da się zrobić". Albo: "Rozumiem, ale szanse na przeneisienie są nikłe". Cóż, ja mam zamiar się awanturować.

Polski system rekrutacyjny najwyraźniej jest w porządku, gorzej z umiejętnością obsłógi przez pracowników placówek.

Jestem zła, szkołę wybrałam tylko ze względu na wysoki poziom w DSD. I naglę ląduję z 2 godzinami niemieckiego zamiast 6. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? Na prawdę, najlepszy sposób na zepsucie człowiekowi końcówki wakacji, dziękuję bardzo.

Obiecali, że jutro zadzwonią.
Muszą zadzwonić.

Ze dwa tygodnie nei jeździłam konno. Trzebaby pojechać. Może pojutrze. Jutro do fryzjera, od razu lepiej mi się zrobi. Jak pusta lala... Cóż, czasem można.

I na koniec rozbrykana Furia, najcudowniejszy rumak pod słońcem.

 


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pan miał, psze pana, pecha.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012 12:16

W tym poście o kolejach losów ludzkich.

Nie mamy wpływu na niektóre rzeczy, może dlatego życie bywa często takie ekscytujące. Jak często wszysto obraca się przeciwko nam?

Zanosząc świadectwo do nowej szkoły (piękna, ceglana kamienica w cieniu zamku Wawelskiego zaadaptowana na potrzeby prestiżowej placówki oświatowej) spotkalam się z jedną z największyk kumulacji pecha, jakie w życiu widziałam. Matematyki w tamtej szkole uczy man Józio - dobrotliwy starszy pan, pobłażliwy dla uczniów. Zamieniłam z nim kilka zdań na korytarzu. Pochwalił się, że za oszczędności z ostatnich trzech lat kupił bilet do Egiptu i jutro wyjeżdża. Wydawał się bardzo podekscytowany. Zakończyliśmy rozmowę i wybrałam się na małe zwiedzanie budynku. Czekając w kolejce do sekretariatu zauważyłam,  że w jednej z sal zaczął się jakiś ruch po chwili w drzwiach pojawiło się dwóch rosłych, krzepkich młodzieńców (jak się poźniej dowiedziałam, nazywali się Marcin i Kuba) podtrzymujących chwiejącego się na nogach i bladego matematyka. Zaczęli coś krzyczeć o zawale, żeby dzwonić po karetkę. Spanikowana zaczęłąm przeszukiwać torebkę w poszukiwaniu telefonu. Jakaś dziewczyna wcisnęła mi w ręce swój mówiąc: "Dzwoń, ja nie znam numeru." Po chwili przyjechała karetka. Pan Józio nie chciał jechać, słabym głosem mówił coś o Egipcie. Strasznie mi się przykro wtedy zrobiło. Podróż życia... Zebrał się spory tłumek gapiów, czego na prawde w takich sytuacjach nie lubię. Mogą być potrzebne dodatkowe ręce, nie oczy. Człowiek, z którego powodu tworzy się takie zbiegowisko czuje się skrępowany, zawstydznony. Szybko się stamtąd ulotniłam.

Życie to nie bajka, szczerze wątpię, by pan Józio pojechał na swoją wymarzoną wycieczkę. Szkoda...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Iron Man

niedziela, 19 sierpnia 2012 22:14

A więc... Rozpakowałam się po "obozie", niewiele jest teraz do roboty. Siedzę więc w domu, moje świnki morskie mają mnie już dość. Przeczytałam jeszcze raz Harrego Pottera, poczytałam mangę, obejżałam kilka odcinków Death Note (kolejne świetne anime).

Wzięłam się więc za rękodzieło. W moim wykonaniu wypada to nader słabo, ale zabija czas i zawsze to coś produktywnego. Rano przeszłam się do wypożyczalni DVD w centrum, zaopatrzyłąm w kilka pozycji. Na pierwszy ogień poszegł Iron Man. Film bardzo mi się spodobał, połowa pleców do granatowego kardigana została przy nim, jak to mawia moja młodsza siostra, "wydruciona". Więc dziś o głównym bohaterze: Tonny'm Stark'u.

Właściciel firmy produkującej broń, multimiltarder, playboy (na początku chwali się, że spał z każdą z wyjątkiem majowej okładkową modelką Maxim'a z poprzedniego roku), geniusz. Kiedy zostaje porwany przez najemników, dociera do niego, jak wiele zniszczeń powoduje jego działalność. postanawia niszczyć broń. Tworzy więc skafander, który umożliwia mu latanie, miotanie ogniem oraz ddaje do dyspozycji cały asortyment współczesnego superbohatera. Nieźle, nieźle... Z tym, że jego genialny projekt wpada w ręce wroga. I zaczyna się słodkie 20 minut strzelania do siebie racami, pociskami i Bóg wie, czym jeszcze. W konsekwencji kończy się (jakżeby inaczej) wygraną tytułowego Iron Mana, czyli Tonny'ego.

Film oglada się przyjemnie, akcja jest wartka, spójna. Fachową recenzję można przeczytać tu: http://www.filmweb.pl/Iron.Man

Teraz moja paplanina:
Więc...
Osobiście zaintrygowała mnie postawa Starka, ktory najpier z uśmeichem przyznaje, że jest najprawdopodobniej największym morgercą XXI wieku, bawi się w kasynach, zamiast stawiać się na posiedzenia rady nadzorczej. Nagle, kiedy staje oko w oko z ogromem zniszczenia, jakie podowuje jego firma zmienia się nie do poznania. Rezygnuje z dalszego zbijania kokosów i tworzy projekt, który ma za zadanie zaprowadzenie pokoju na świecie. Nie wiem, czy będąc na jego miejscu, bylibyśmy skłonni oddać tak wiele za świadomość, że teraz nie ma nic wspólnego z zamieszkami w Iraku. Albo: czy prowadząc tak wielką firmę bylibysmy w stanie przez 20 lat najzwyczajniej olewać nasze obowiązki, a mimo to pozostawać na szczycie?

I kolejna sprawa: Iron Man zdecydowanie nie jest zwolennikiem monogamii, ale żywi szczere, wręcz szczenięce uczucie do swojej asystentki, panny Potts. Co ciekawe, robi absolutnie wszystko, by tego nie okazywać. Umawia sie z innymi kobietami w swojej rezydencji w taki sposób, by ona zwróciła na to uwagę. Chamskie. O ile byłoby mu łatwiej, gdyby po prostu powiedział? On jednak uparcie obstaje przy swoim. Ale Potts, jako, ze do głupich nei należy, swoje wie. Cierpliwie znosi jego wybryki, traktuje jak rozkapryszonego chłopca. Choć w głębi duszy boli ją fakt, że nie jest wybranką swojego pracodawcy, przy absolutnie każdej okacji powtarza, że związki szef-fracownica są nieetyczne. Szkoda... Ładna by z nich para była...

Na zakończenie tego ni to sensownego, ni to logicznego potoku wyrazów strona, gdzie ów film mozna obejżeć za darmo.

http://www.playtube.pl/70-iron-man.html

iron man


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  14 155  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to